Witaj!

Jeśli szukasz inspiracji, motywacji do działania, lubisz podróże, poezję i tak jak ja szukasz swojego miejsca na ziemi, ten blog jest właśnie dla Ciebie.


piątek, 9 sierpnia 2013

Kwestia przypadku.


   

     W parabolach zmian tańczyło raz życie. W ulotnościach, ale także i tym, czego już zmienić nie można.

        Każdy zna chwile, gdy mało rzeczy porusza do szpiku kości. Gdy mało nosi w sobie sens.
       Bywa, że rzeczywistości odnaleźć nie sposób w ogóle, bywa, że roztapia się ona pod pokrywą nieoczywistego.
       Pogubieniom nie ma końca. Bliznom na twarzy, rysom na charakterach. I tylko tak uczysz się wysoko głowę podnosić.

       Ci, co łagodnych bajek pragną, cuchną tchórzostwem. Odwagę miej, wychodź naprzeciw.
Na każdym etapie są pytania, zwątpienia. I zamęczą Cię, jeśli na to pozwolisz.


     BO NIE MA CELU, nie ma nagrody, co czeka na końcu drogi. Bo sensów jest wiele, tych po drodze zbieranych. Tych małych, także tych codziennych. Drobne gesty i delikatne powiewy.

Sensem jest to, że oddychasz. Wybierasz, poznajesz ludzi, rozdajesz uśmiechy.
Dław się tym lub miej za pokusę.

       Wymyślamy sobie bóstwa, wyszukujemy nowych kłamstw. Rodzimy dzieci, by nadać wszystkiemu celowość.To nie tak ma być. Nie kwestią przypadku.
Wybory mają być świadome.


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Serce nie umiera.

 
 Nie umiem wyrazić Piekna słowami, one mordują je tylko. Duszą bez litości, sieją żądze zniszczenia.
Umniejszam to Piękno, bo opisując- ograniczam. I wątpię wtedy w swoje powołanie, poeta okazuje się być krwawym rzeźnikiem obrazów.


    Wątpię, ale utrwalam nadal to wszystko, niczym klisza fotograficzna, niczym jawne pociągnięcia pędzlem.
Lnianym płótnem niech będzie umysł co czyta, by metaforowość i zbieżność wyhylać się poza horyzonty odważyły.
A muzą będzie wczorajsza zimna rosa, uśmiech staruszki, różowe od mrozu policzki.
    Nie zginie mi już żadna chwila, ja je wszystkie w locie pochwycę!

Jak umierać, to z miłości i szaleństwa. W grzechu, opętaniu, w uniesieniu, co stopom skrzydeł dodaje.

Gdy minie Twój czas i pomarszczone trudem życia ręce już nie zniosą ciężaru pióra, słowa plecione przeszłością usypią Ci szklany sarkofag.
I nieśmiertelnym będziesz, otuli Cię świat.
Dusza zostanie tam, gdzie  zawsze była.
    W lasach dzikich, w ramionach Szekspira, nucie jaśminowej herbaty, potokach sztuki barwnej. Serce nie umiera, ono zostaje na zawsze przy tym, co się kocha.

Harpunem rozedrzyj mi ręcę, odrąb głowę, oczy wydłub. Tylko serce mi zostaw. 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Kompozycja dwojga.



                                                           
  Mały strach często zagląda w oczy. Tam, gdzie serca pordzewiały, zbiera najdorodniejsze okazy.
       Mniejszymi i wielkszymi pragnieniami śmierci oplatają się ludzie. Powłóczą ciałem, niczym nadgnitym materacem. Bo podobno nie da się niczego zmienić.
     I tych im trzeba, co mówią, gdzie rzeczy miejsce. Bez zawahania, tych przelanych pewnością czynu i upartością.
    Słabość ludzka lubi silne wzorce, mimo, że często ma to mylne konsekwencje.

     Całe życie ogarniają nas tęsknoty. Bez kontrolii, wyjaśnić się tego nie da. Może właśnie stąd ten chorobliwy brak satysfakcji?
O szaleństwo, szarlatańskich myśli żródło w mojej głowie. Skąd jesteś tam?

     Bywa, że szuramy podeszwami i pochlipujemy. Sprawiedliwości, Prawdy, Wiary, Miłości nie da się zdefiniować. Innym to nóż w oko, innym spacer po dywanie różanym.

    Świat jawi się pół na pół. Dobra tyle, ile zła. Życie to kompozycja tych dwojga.

    W cudzych drogach nie nurkuj, skrótów nie szukaj. Po prostu idź przed siebie, sam siebie za ręce prowadź.


sobota, 23 lutego 2013

Selekcjonuj.



Jak to jest, że mając 25 lat tęsknimy za 15, mając 40 za 25 a na starość za wieczną młodością? Ku schyłkowi przychodzą wyrzuty sumienia:
Wtedy zrobiłbym to lepiej, żył intensywniej, nie marnując żadnej z chwil.

Bellevue, Zurych, 17.02.13
Chodzi własnie o to, co robisz w tym momencie, by Twoje życie nie było stracone. Nie marudz, że nie masz czasu, bo wszyscy mamy go po równo. 24 godziny.

Zima w Zurychu jest piękna. Spadają na mnie miliony gwiazdek.Czemu są takie zwariowanie? Nie wiedzą, że ciepło stopi ich zapał, mój płaszcz stłumi bezlitośnie? Szalone, nie giną jednak. Przekazują energię, tą, co stale krąży w obiegu, tą, o której wielu nie ma pojęcia.

Nie daj pokrawać się za swoje wybory, bo były różne.
Czym będzie jutro, kiedy tak bezczelnie dławisz jego potrzeby? Mimo, że czas jest łajdakiem, nie bierz wszystkiego, jak leci. Selekcjonuj.

Bellevue, Zurych, 17.02.13, karmienie łabędzi


niedziela, 10 lutego 2013

Nie wierz w los.


       Kiedy usilnie pragniesz o czymś zapomnieć, ubiera się to w płaszcz. Omiata Ci wartości, miejsca, przesłania wiosnę. Świata czasem poza płaszczem nie widać.

      Czekanie. W połatanych brzegach kartek, słowach topionych w kominowym pyle.Mówisz, że starzejesz się. Że Miłości nie znasz.
Tęsknota poszerza świat, krzepi mróz, uwalnia skwar. Nieodłącznie, w każdej minucie.

      Czekać tak starannie i przymykać powieki na sam dźwięk imienia. Kochać nieznane.
Nie przysięgaj Miłości, niech będzie naturalna. Z uczuciami, których nie da się wyhodować.


    Wydaje nam się ludziom, że jesteśmy tak bardzo odmienni od siebie. Każdego jednak podobnie zżera samotność, poczucie pustki.
W zielonych, piwnych i niebieskich oczach szukamy głębi, odnajdując nicość.

   Czasu zaczarowanych alei nam trzeba. Spacerów o północy, wtuleń w ramiona. Uniesień i całonocnych rozmów, zapachu jaśminu i szaleństwa bez dna.

   Nie wierz w los, nic nie jest zapisane. O swoje "teraz" walczysz z dnia na dzień. 

sobota, 19 stycznia 2013

Lepienie świata.



 
    Bywa, że jak głupi kochankowie nadziei, oddychamy pełnią złudzeń.
Życie leży nam u stóp, a lubujemy się w jego zniekształcaniu. Temu, co jasne i piękne, nadajemy ponure maski rzekomości.
Bo wydaje się to za proste.
     Bywamy nieobliczalni: kreujemy odmienne wybory, trywializujemy ludzi.
Póki to wszystko nie przeminie, walcz o swoje, Ziemia Ci sprzyja.

    Genialnym architektem Twojego świata jesteś jedynie Ty.
Lepisz go. Dyscypliną, determinacją, konsekwencją, pasją, harmonią i uporem.

Jesteś przecież poszukiwaczem: eksploatujesz świat i wyzwalasz szereg nieokrzesanych reakcji. I wytrzymasz to. Przebijesz się przez fircyków, dorobkiewiczów, pseudointelektualistów, dewotki, błędnych nauczycieli i konserwatywne matrony.
Szaleństwem będzie Ci każdy poranek i każdy kęs świeżego chleba. Dotkniesz Istoty Spraw.


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Zasysanie powierzchni.


    Śnieg. Przy okazji oblepia serca. W nateżeniu prostych spraw, w miarze i bezmiarze pustki. Wieje zmarzłymi ludzmi, co serc już nie mają, a kamienie tylko.

      Wszyscy mówią, że będzie dobrze. Że takie są życia: branie i dawanie.
Więc spotykamy się na ulicy, w tramwajach i w snach, nie mając pojecia o swoim istnieniu.
Tego otulenia ciepłym powietrzem i pogładzenia po włosach brak.
 Niech myśli wczorajszego dnia idą wreszcie w niepamięć.

     Bądź mi studnią bez dna; spraw, bym mogła czerpać bez monotonii i rozczarowania.

    Zasysanie powierzchni.
Znów całą noc nie możesz spać, bo wiary w ludzi nie ma już.
Nie możesz przestać walczyć, inaczej zatracisz siebie. Szukanie wartości i pielęgnowanie zasad nie kończy się nigdy. To nie bunt. To siła Twojego charakteru.

W biegu po szczęście nie da się go złapać. Nie stoi za celem, ideą. Jest po prostu towarzyszem drogi. Albo idziesz z nim zgodnie- albo wcale. 

niedziela, 13 stycznia 2013

Właściwie to po co?


 
    Najtrudniejsze te pierwsze kroki ku zmianom.
    Bawimy się sobą i w siebie. Bawimy się też w przyjaźnie, miłości i wybaczanie. Przeważnie tryska tu przemożna sztuczność.

   W balecie życia proszą nas często do tańca. Czasem deptamy siebie tylko niezręcznie, a czasem porywa nas szaleńcza namiętność.

   
    Jeśli nie zaczniesz własnie teraz, to ktoś Cię wyprzedzi. Nie tym, że ma ciekawszy plan, więcej środków.
Tym, że podjął działanie WŁAŚNIE TERAZ, a Ty zwlekasz, prokrastrynujesz od lat. Życie sobie prześpisz.

Często zastanawiasz się, czy chcesz brnąć naprzód. Nie wiesz, czy wszystko, co robisz, słuszne jest. Stawiasz sobie cele i priorytety, ale właściwie po co? Wiele ogarnia zwątpienie.

Ideały i zasady obudzą w Tobie pokłady dobra i spokoju. Harmonii wewnętrznej, której nie jest w stanie nic zakłócić. Właśnie po to, by poczuć siłę własnego charakteru, by poczuć piękno, które w dziennym biegu tak łatwo umyka. Dla namietności, pasji, zaangażowania. Dla kochania i bycia kochanym. I przede wszystkim: dla satysfakcji i zadowolenia z siebie. Po to to wszystko. 

sobota, 12 stycznia 2013

W tlenie Twoja pewność.


Z ekstazy i miłości do świata rodzi się wielkie uniesienie.
A wystarcza tak niewiele: uwierzyć w siebie.

Wszystko, co ułomne, troski, kompleksy, problemy, wszystko to rodzi się z braku wiary we własne możliwości.
Oddychaj więc głęboko, bo w tlenie zawarta jest Twoja pewność.

Czasem omijamy siebie, nawet o tym nie wiedząc. Przypadkowo rzucamy spojrzenia w metrze, przez zamglony poranek mijamy na  środku skrzyżowania. I ignorujemy siebie, bo nie wiemy, że jednoscią jesteśmy, dwoma biegunami magnetycznymi, że jesteśmy sobie stworzeni. Lepiej się bać, niż wyhylić i ponosić ryzyko.

Gdybym mogła wymazać wiele ze swojej pamięci- nie zrobiłabym tego. Nauczyłam się pokory i większego dystansu do siebie. Nauczyłam się głębszej wiary w ludzi i nowego spojrzenia na świat- pełnego nieodkrytych jeszcze możliwości. Świata, w którym nie jest się czyimś dodatkiem do czegoś, ale główną osią i sensem. 

piątek, 11 stycznia 2013

Kiedy inni nie wymagają od Ciebie nic, wymagaj sam od siebie.

Coś się kończy i coś się zaczyna. Nieustannie.
Nie zważa na wiatr, huragany, żywioły. Prze naprzód.
Czasem wywracasz na to wszystko oczy i rozkładasz dłonie. Czy zawsze musi być tak samo?

Nikt nie obiecał, że samodzielność i życie na własną rękę jest łatwe. Tak nie jest.
Kiedy inni nie wymagają od Ciebie nic, wymagaj sam od siebie. 

Nie wszystko zostało już powiedziane, nie wszystko wymyślone.
Opleć słowa w nowym porządku, ustaw w awangardowym szyku. To cała lepsza wieczność tego, co było. Maluj to, malinową poświatą, zapachem Słońca, pomarańczą.

Nie czuj żalu do losu. Masz wszystko, co potrzebne: dwie ręce zdolne do pracy, bystry umysł, upór, ambicje. To największy kapitał.

piątek, 23 listopada 2012

Säntis: wędrówka ku Słońcu.


       Pomiędzy tym co ważne i mniej ważne, jakoś staram się nie zatracić tego, co mam w sercu.
Duszy starego wędrowca, który łaknie zachodów słońca, poobdzieranych całodzienną wędrówką stóp, powietrza, które zaczerpnięte na szczycie, wypełnia twe płuca do granic.
I łakne tego bardziej, niż chleba, bo są rzeczy, które zbawienną Poezją zalewają duszę.



     Tym razem Säntis., najwyższa góra kantonu Appenzell , pośrodku dziczy i świeżości, tam gdzie człowiek jeszcze nie zdążył za wiele napsuć.

        W przewodniku znajduję informację : "trasa wymagająca"; nie zrażam się jednak. Zderzenie z rzeczywistością bywa jednak szaleńcze. Ścieżka jest stroma, kamienista, niebezpieczna, jeden fałszywy krok i lądujesz w ogromną przepaść. To wszystko kompensują jednak widoki, czar miejsca, którego nie sposób dokładnie opisać.

    Bywa, że trzeba się wspinać po skałach, podtrzymując dawno pozostawionymi tutaj linami/drutami.
Wielogodzinny wysiłek i dostarcie do upragnionego celu : wierzchołka, skąd można rzucić okiem na Francję, Wlochy, Niemcy, Szwajcarię, Austrię oraz Lichtenstein.

      Nie chodziło o sam szczyt, już nawet nie o te 2502 metrów nad poziomem morza. Czasem po prostu sama muszę wyszarpać rzeczywistości doznania, by życie nie pochłonęło mnie za bardzo. Odważyć się na te mniejsze i większe szalenstwa. Skoczyć w przepaście namietności. Odnależć WŁAŚCIWĄ DROGĘ.
Inaczej nie żyję, egzystuję tylko.









sobota, 6 października 2012

Świątynia.


           Radością to wypełniam, ale też obawą. Bo przychodzą susze i zabierają tęcze, odbierają wszystko. Urywam się gdzieś z gałęzi, pomiędzy teraźniejszością, a tym, co teraźniejszością być powinno.

       Kruchości, ja pieszczę cię jedynie westchnieniem. By te burze delikatnych powiewów nie połamały ci rąk.
Tyś mi wszystkim. Porannym wstawaniem, pieszczotą ciepłego oddechu na policzku, dzielonym kubkiem kawy. Tyś mi jednością, co nad ranem w upojeniu zasypia.

       Pod jednym kocem zachłanności i poezji, tym wszystkim nasycić się nie umiem, ciągle mi mało.
Urokiem uśmiechu, roześmianymi oczami. Lubości, trwaj.
Mogę tak bez końca. Budzić się w nocy i sprawdzać, czy Ci nie zimno. Trwaj tylko.

       Powiedziałabym, że bardziej niż powietrza, Ciebie mi trzeba, ale jakoś tak słów czasem brak.
Uniosłabym Twoje ciało nad mgłą wszelkiej zdarzeniowości , ale jakoś tak odwagi mi brak.
       Nasycać się zapachem, do którego myślisz, że nie masz prawa. Jedwabiem włosów i taflą tęczówek. Błogosławieństwem.

     W okruszynach gestów, tych najmniejszych i słów, choćby przez Twoje usta muśniętych, ja czczę to wszystko, to świątynią mi jest. 

piątek, 5 października 2012

Kotwica.


     Żyć, to znaczy nie bać się.
 Czasem wypełnia Cię niepewność, umęcza wytrwale.
Nie śpisz po nocach, bo wydaje Ci się, że wszystko umiera. I sny i ludzie i marzenia. Sekundy idą w zapomnienie, dwóch takich samych nie będzie już nigdy.

Harmonia zanika, fale sztormów przeszywają twe ciało. Oplata nieopisaność, tak bardzo boisz się usta rozchylić i pozwoilić otworzyć się słowom.


    Brunatność, popiel, blokowiska, brudne rzeki, nurkowanie w tym.

   Za każdą iskrę najmniejszą błysku oczu, co rozświetla ubrudzone rzeczywistości, niebiosa oddam, siebie na potępienie dam.

   Czy bywa tak, że brak Ci czasu na pożegania? Że nie zauważasz, kiedy coś minęło, skończył się jakiś etap? Po prostu  tego już nie ma.

   Duże miasta potrafią przerażać, Zurych też taki jest. Powierzchowność i nastawienie na "to moje", "daj mi", "chcę, teraz, natychmiast", czasem po czubki mi tego.

    W szarpaninie i ulotności chwytam się jedynej kotwicy. Stałości i uniwersalności. Tego, co nadaje sens wszystkiemu.

    Nie ma nic ważniejszego poza Miłością i Prawdą. Mimo, że w poszukiwaniu szlachetnych dusz, tak łatwo można zostać oszukanym. Ale tak ma być, z tego masz wyciągnąć wnioski i SZUKAĆ LEPIEJ.

    Bywa, że miasto porasta ignorancja i zapomniene. Wszystko, co stanowi całość- niczym jest.
Umieramy trwoniąc miesiące, które mogłyby być pięknymi. Na wysiłek stać nielicznych.

    By nie zwariować całkowicie, pozostaje mi szukanie Piękna. W miłości, muzyce, w porannej kawie, w śpiewie kosa i pochodzie mrówek. W zachwytach nad dziełami wybitnych i nad szkicami tych, kreślonych niepewną ręką.  To są prawdziwe sensy; nazwij je, jak chcesz: abstrakcja, oderwanie, ucieczka, szaleństwo albo i racja.
   Upajam się w tym, co dobre w tym mieście.


niedziela, 16 września 2012

Czy wytrwałości nie braknie?


    Gnało mnie strasznie.
Na pełnych obrotach, ze stresem na powiekach, śpiąc po 4-6h na dobę.
Kradło mi to życie, a zwałam to dążeniem to celu. Usprawiedliwiałam się, że tak być musi, tak się osiąga COŚ.
    Praca-nauka-egzaminy-dodatkowa praca-pół godziny wytchnienia-praca.

   Na początku podoba ci się to, napędza Cię ten tryb i rwie.
A po wszystkim pytasz siebie: "Żyłem ja wtedy?"
Zwolnij, bo jutra ani następnego roku nie ma. Jedyne co jest, dzisiaj masz przed sobą.

W niepewności przyszło nam żyć, pośród rozstaii najeżonych chwastem i pośród udawanych uśmiechów.
Często wmawiamy sobie : "Muszę kochać to, co robię", a doskonałości tak w tym mało, że godzić się na to nie wolno.

Nikt nie podaje rąk, wstań i odbij się od krawędzi sam.
Wiele drogowskazów było tak fałszywych. Mijaj je tylko, czytaj z myśli swoich.
Czy wytrwałości nie braknie?

czwartek, 31 maja 2012

Sztokholm- Wenecja Skandynawii.

ulice Sztokholmu...

   


   Szarpię tę prozę życia, by wyłuskać z niej tyle uniesień i zachwytów, ile się da.

Rodzę się ze wschodem słońca, dnia następnego umieram. A śmierć nie jest mi smutkiem, jest początkiem.
     W przepływie energii odczuwam w świątyni swego ciała każdą z kropli krystalicznych strumieni, każdą z szyszek pachnących lasów.
Gdy tracę to wszystko, doceniam po tysiąckroć.


     Z dalekiej i dzikiej wyspy Boholmen ruszam w stronę Sztokholmu, ogromnej miejskiej aglomeracji, skupiska wszelakich narodowości. Samo miasto zbudowane jest na 14 wyspach, gdzie więc się nie rozejrzeć- wszędzie statki i woda.
     Zaopatruję się w kartę turystyczną i ruszam na odkrywanie nieznanego. Spędzam godziny w bogatych komnatach rodziny królewskiej, skarbcu, obserwuję uroczystą zmianę warty i zachwycam się kunsztem Pałacu.

zmiana warty przy Pałacu Królewskim

Pałac Królewski
     Podoba mi się także w Vasamuseet, gdzie można podziwiać ogromny statek, który zatonął w XVII w., tuż po wyruszeniu z portu w Sztokholmie (miała to być wyprawa na Polskę, konstrukcja była zbyt wąska w stosunku do długości). Podobno cała załoga wraz z okazałym skarbcem poszła na dno. Dziś można to wszystko zobaczyć!

Vasamuseet
    Jak zazwyczaj, najbardziej ciągnie mnie do sztuki, decyduję się więc na wielogodzinny spacer po Muzeum Narodowym. Ach, co to za wyszukane zbiory! Poprzez wszystkie epoki, ozdobne gabinety, lustra barokowe, tkane ręcznie dywany, delikatną porcelanę chińską, srebrne zastawy stołowe, przepiękne portrety Gustawa Wazy, Rembrandta, Delacroix i El Greco.

Żyję oddechem miasta, jakby był moim własnym. 

niedziela, 20 maja 2012

Definicja cudu.


   

 
     Płynę w rytmie fal, odfruwam wraz z mewami, szarpie mną wiatr, szumem sosn określam siebie.
Kolejne dni na Boholmen niosą nowe doznania, przeżycia, wnioski.

   
      Zapytaj mnie o definicję cudu, a odpowiem Ci dokładnie to samo.


     Siedzieć na skałach i czuć zapach wody spływającej do morza. Wtapiać oczy w czerwień zachodów słońca. W absolutnej ciszy słyszeć ryby pod wodą i każde muśnięcie kamieni poprzez zachłanne fale.  To jest cudem.

    W przestrzeni odwiecznej, co miłością ogarnia do dna.
Nim woda w szaleńczym splocie otuli zachłannym ciałem kochanka połacie czerwieni, zdąże nasycić oko i zachwycić się prostotą życia.

   Zobaczcie ten cud. Zachody słońca nad Boholmen.








piątek, 11 maja 2012

Boholmen: serce dziewiczej Szwecji.


Drewniany, uroczy domek na Boholmen, moje mieszkanie
przez te kilkanaście dni, zbudowany wprost na plaży!
     
         W przeciągu tygodnia być w trzech różnych światach, to jakby skrajność wnosić do swojego życia i ciągle dawać się zaskakiwać.

   
    Dzikość Szwecji mnie onieśmiela zupełnie. Ląduję na wyspie Boholmen, gdzie nie dociera cywilizacja, gdzie nie ma komputerów, samochodów, gdzie wodę trzeba nosić ze studni. Niecały kilometr kwadratowy, całą przestrzeń obchodzę w niespełna pół godziny.



Widoki na drugą stronę wyspy.
   

 
    Odrywam się od szalonego życia w Zurychu i ciągłego biegu. Nie planuję tu nic, nie liczę nic. Zostaję na dwa tygodnie, ma to być czas na pogłębienie harmonii z Naturą i samym sobą.


   
  Nie chodzi mi to o to, by zdobywać te wyszukane rzeczy, by podrózować poprzez krańce świata, otaczać się tytułami i szacunkiem. Jeśli potrafisz cieszyć się prostym życiem, przepełnia Cię miłość do tego, co oferuje Ci przyroda, do jej plonów, wytworów, zachwytów nad widokami.

Moje małe królestwo na wyspie.


      Nawet ciosanie drewna i noszenie wody nabiera niezwykłych smaków. Gdy oszczędzasz każdą kroplę, rodzi się niesamowity szacunek do wszystkiego, co otacza, z czego korzystasz.

    Mimo, że spędzam wiele godzin na rąbaniu drzewa na opał, mimo, że korzystam z drewnianego wychodka przy niskich temperaturach chłodnej Szwecji, mimo, że nie mam tu telewizji, internetu, tostera, rozpiera mnie szczęście.
Prostota życia. Rzecz tak cudowna.

Najbliższa przystań dla łodzi.

 
    Nie noszę zegarka, budzi mnie jedynie krzyk mew, a zachód słońca oznacza wieczorne wiosłowanie łodzią. To jedyne wyznaczniki ram dnia.

      Odnajduję tu radość ducha i pogłębiam wewnętrzny spokój. W ucieczce od cywilizacji, gdzie do najbliższego miasta trzeba płynąć ponad godzinę łodzią, zamieniając szum i gwar Zurychu na popiskiwanie mew i szaleńcze tańce łabędzi.


    W dziewiczym powrocie do początków. W zapachu ciosanego drewna i żyznej gleby. W ciszy, co rozkoszą ponad wszystko mnie upaja.

Zdjęcie zrobione podczas wyprawy  po okolicy. 

poniedziałek, 7 maja 2012

A w Krakowie na Brackiej pada deszcz....



     
      Polska. Zadziwiające, jak rzadko tu bywam i jak mało jednak zmienia się z każdą wizytą.
Kroczę po tym dawnym życiu, odświeżam, co było kiedyś. Nabieram nowych perspektyw, niektóre z tych starych już tak bardzo się wybieliły.

     Tym razem jestem w Krakowie, mieście, które przed kilkoma laty mnie urzekło.
Targi ze starociami, żydowskie kamienice, zapach precli i wszechobecne gołębie. Ci artyści, co wytrwale okupują krakowski rynek. Stukot kopyt końskich i sklepy z antykami.

    Czasem wydaje mi się, jakby czas był tylko złudzeniem, przekrzywioną płaszczyzną, którą można interpretować w dowolny sposób. To my sami upychamy rzeczy w pojęcia i ramki, ograniczając je nieraz zupełnie.

    Nie definiuję dziś tego, co przeżywam. Wchłaniam tylko krakowską duszę, jakby była moim tlenem.
  Oto i miasto, w moim pryzmacie:


piątek, 6 kwietnia 2012

Impresjonistycznie.

     
    Dziwne to uczucie, kiedy boisz się zamoczyć stopę w letniej wodzie. Przeraża Cię ona, wydaje się lodowata. Ale kiedy już zanurzysz się cały, kiedy otoczy Cię ze wszystkich stron, ciężko z niej wyjść, ciężko ją porzucić. Tak samo jest z miłością.

     Jest czas szaleństw i czas dojrzewania. W końcu przychodzą pragnienia dzielenia tego, co się przeżyło, z oczami, które zawsze potrafią słuchać. Chęci picia z jednego kubka i szarpanie kołdry.

    By być studnią bez dna, która czerpie bez monotonii i rozczarowania. Zdmuchnij z myśli mój wczorajszy dzień. Zanurzam się po czubki palców w  oddechu, co przynosi zawroty głowy. Topię się w spojrzeniach. W impresjach.

środa, 4 kwietnia 2012

To, co dla nas życie ma.

Kilka rzeczy małych i mniej ważnych nadaje życiu nowy sens. Sens lepszego jutra.
By nie zamykać oczu w strachu i nie szukać priorytetów i oparcia po ciemku.
Tam gdzieś TO jest, czeka tylko na odpowiedni czas. Czeka i waży uważnie Twoje sny.

Marzenia i wyobrażenia przeważnie są zawsze lepsze od rzeczywistości. Nie wymagaj więc zbyt za wiele, bo jedyne, czego doświadczysz, to  rozczarowania.

Znów wywracasz oczy i rozkładasz dłonie. Nie musi być tak samo. Możesz być sobą, bez żadnych gierek.

Co?Jak?Gdzie?Co będzie?


Odłóż na bok ten strach i napawaj się aromatem tego, co teraz. Przez ciągłe wybieganie myślami naprzód, nie widzisz cudów dnia codziennego, nie żyjesz, lecz gonisz ciągle w szczurzym wyścigu o karierę, pieniądze i tak zwany sukces .
Miej tą świadomość.

poniedziałek, 19 marca 2012

O względności....

Sprawiedliwie to wszystkim po równo, czy sprawiedliwie to wszystkim według starań?

       Przestałam już dawno się łudzić, że żyjemy w świecie, gdzie dobro zostaje  zawsze nagradzane i najbardziej docenia się szlachetnych. Nie łudzę się, bo spotykam często ludzi w obłudzie, każdy ma swoje lęki i obawy, milion spraw przysłania nam te teraźniejsze minuty. Widzę, ile tonie w bagle.

     I mimo całej tej świadomości, zauważam serdeczną małą iskrę Twojej osoby. Dostrzegam Twoje wewnętrzne dobro, uśmiech i życzliwość. Tym rozświetlasz wszystkie ciemności!

     Sprawiedliwość jest jedynie względnością. W tysiącach, milionach społeczności, kultur i plemion, ma setki znaczeń.

     W czasie podróży i poznawania ludzi z najorientalniejszych zakątków świata nauczyłam się NIE PATRZEĆ na nich przez swój pryzmat postrzegania. Może nie jesteś tego aż tak świadomy, jeśli całe życie mieszkasz w Polsce, ale musisz wiedzieć jedno: pojęcia dobra, zła, sprawiedliwości, miłości, przyjaźni, braterstwa, uczciwości w  każdym z krajów są odmienne. Często zbieżne, często nie.

    Bo każdy nosi w sercu swoją historię i do serca każdego musisz mieć inny klucz. Każdy dorastał inaczej.
   Ostatnio napotkane amerykańskie dziewczynki, które nie mogły pojąć, jak w dzieciństwie mogłam nie mieć osobistej niańki. Mężczyzna z Erytrei, który musiał strzelać do rodziny, ocalając tym samego siebie. Szwajcarskie nastolatki, mające wszystko i  narzekające na brak własnego samochodu. Peruwiańczyk, dostający dreszczy na widok psów, bo kiedyś był nimi szczuty.
    Nikogo nie mam prawa oceniać.

Ja wierzę w Ciebie, czasem oszukujesz siebie, że Twoja osoba nie jest w stanie zmienić nic, ale ja Ci mówię: masz moc, by zmienić życie i świat. Swój świat.


piątek, 9 marca 2012

Bo życie jest właśnie o tym.

     Życie jest właśnie szukaniem szczęścia.
     Nie chodzi o to, by dla kogoś się poświęcać, by grać cierpiętnika lub skazywać się na los wyklętego artysty. Nie chodzi o to, by trwać w niszczących uczuciach i kroczyć wśród fałszywych przyjaciół. By zamykać się i uskarżać, że Cię nie akceptują. By zadowalać się bylejakością.

    Życie jest dla tych łez wyciskanych przez parę wersów Pawlikowskiej, dla tych zachwytów nad czerwcowym bzem. Dla tych łyków orzeźwiającej górskiej wody, po długiej wędrówce.
    To wszystko po to, by grając w letni wieczór na gitarze nad jeziorem usłyszeć od przyjaciół "stary, jak dobrze, że jesteś!".

    Liczy się tylko aromat jaśminowej herbaty, namiętnie wypijanej do dna. Upojenie w jego/jej oczach tuż po zbliżeniu. Łagodność dziecka, które głaszcze Cię po głowie. Przypadkowe dotknięcie dłoni osoby, którą skrycie kochasz.
    Ta kartka od przyjaciela, z którym od lat nie miałeś kontaktu. Momenty, gdy motyle siadają Ci na ramieniu, a Ty zachłannie zbierasz poranną rosę w swoje dłonie. Ta wdzięczność starszej pani, za drobne gesty. Swoim uśmiechem naprawiłeś jej dzisiaj dzień, może nie wiesz o tym.

    Życie jest właśnie o tym. Tysiącem drobnych wspaniałych chwil, kolekcją serdeczności, momentami uniesień, zadowoleniem z prostoty.
To najprostsza droga do harmonii i spokoju ducha.

    Jaka jest Twoja definicja życia i szczęścia?



niedziela, 26 lutego 2012

Wiosna... ah to Ty !

      Nie pytaj mnie o prawdę.O sens życia też mnie nie pytaj.
      Tyle prawd i tyle sensów ile nas, ludzi.

      O świecie, improwizacją mi bądź, oddechem, co tlenem uzdrawia. Bądź mi posągiem, co modły zbiera; gitarą bądź, co pieszczoty palców moich zna. Muzą mi bądź, natchnieniem!

      Ktoś miał Ci chwile kwiatami usłać, a pozbierał śmieci z ulicy. Drugi raz nie prosi się do tańca. Po co wyczekiwać tych nadziei, co niepewnością dławione w poduszkę zabierały sny?
By być szczęśliwym, odnaleźć musisz wpierw własną drogę.

     Opętanie chłonę wiosenne obrazy jeziora Zurychskiego. Bo jak można tym się zachwycić, by mieć dość?
A w sercu wiosna.

Alpy Szwajcarskie nad Jeziorem Zurychskim, widok z Feldmeilen
typowe szwajcarskie zabudowania


Jezioro Zurychskie, widok z Herrliberg

piątek, 17 lutego 2012

Genewa- Bienvenue!

     Genewa, jedno z tych klimatycznych szwajcarskich miast, łączących w sobie niemiecką prostotę i francuską duszę. Wracam tu po miesiącach, by na nowo zaczerpnąć błogosławieństwa tutejszych uroków.

Trasa Zurych-Genewa : 300 km

     W dziwnych czasach wszyscy wymyślamy sobie ideały. Imiona, których dźwięku nie sposób wydobyć. Łagodności i spłoszone gesty. Chłoniemy to ustami i sercem całym, a jak przychodzą zimne noce, to rodzą się pretensje o nieobecność. Żyjemy w marzeniach albo żyjemy w przeszłości.

   Rzeczywistość nigdy nie jest lepsza. Pomiędzy grą zwaną walką o szczęście a wygórowanymi wymaganiami, tracimy dziecinną zachłanność, młodzieńcze ideały, nabieramy prozy życia. Bo tej poezji w nas to już jak na lekarstwo.


    Zbieram te różne świadomości, walczę o resztki dziecka w sobie, w zupełnej ciszy i w artystycznym nieładzie odnajduję na przemian.

Plac Bourg de Four, Stare Miasto, Genewa
 
      Kocham, co nienawidzę, a co nienawidzę, pieszczę podziwem. Nigdy tu jasnej ścieżki nie było, zawsze pełno mchu i bluszczu.

     Nurkuję w historiach tych ulic, w rozmowach, co dają mi inspiracje, w przytulnych kawiarenkach, w blasku małych latarni.
 
     Życie nie polega na mówieniu innym tego, co chciałbyś zmienić w sobie i co z pewnością byś zrobił, gdybyś miał do tego odpowiednie środki. Też nie na tym, jak cudowne życie byś prowadził, gdybyś tylko MÓGŁ.

Życie to to, co robisz teraz. Gandhi mawiał : "Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie".